wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 3 zwany czymś szokującym część 2

Dni mijały powolnie jednak Luna czuła nieprzyjemny i prawie bezwonny zapach jutra.Wiedziała , że coś nadchodzi.Jej obaw nie mógł ukoić nawet Steve.Kochała go jak nikogo na świecie ale wiedziała , że nawet on nie może przewidzieć jutra.Mimowolnie zmrużyła oczy. Deszczowy krajobraz Londynu , który od 3 dni obserwowała za oknem zaczynał ją coraz bardziej nużyć.Nagle otworzyła oczy i skrupulatnie zaczęła obserwować sylwetkę mężczyzny który wyszedł z budynku naprzeciw.To był właśnie cel jej wizyty w Londynie. Nowe zadanie.Obserwacja mężczyzny zamieszanego w handel bronią na całym świecie. Był pod obserwacją prawie wszystkich agencji wywiadowczych i tylko oczywiście po cichu ponieważ oficjalnie jego sprawę prowadziło FBI.Luna pomimo sytuacji uśmiechnęła się ,gdyż dla niej i dla wszystkich agencji FBI było jak policja wtrącająca się we wszystko.Obserwując całą okolicę mogła spokojnie wskazać wszystkich ..policjantów''.Jeden w samochodzie ,drugi czyta gazetę pod słupem.W deszcz.A jeszcze któryś pali papierosa na ławce.
Z innymi agencjami było trudniej ,lepiej wyszkoleni.Szybkim krokiem wzięła z jedynego krzesła w mieszkaniu kurtkę i wyszła z mieszkania.Z jednym pokojem i krzesłem oraz czymś na pozór przypominającym łóżko.Drzwi nie zamykała , bo po co?  wampirzym tempem zbiegła ze schodów prosto na ulice.Poszła za jego zapachem.Doskonale go znała.Szła blisko budynków z kapturem na głowie.Oczywiście nie tylko ona go śledziła.Westchnęła , nie lubiła takich sytuacji.
Właśnie wszedł do niewielkiej rudery gdzieś na zadupiu Londynu. Na razie nikt nie odważył się wejść. Ona nie była wszystkimi więc w ludzkim tempie przeszła przez ulice i uliczką koło wspomnianej rudery doszła do drabinki pożarniczej.Wspięła się na nią prosto na dach budynku.
Mimo że budynek zdawał się zapuszczoną meliną były na niej okna dachowe. Pięścią przebiła szybę i szybko wskoczyła do środka .Na piętrze nikogo nie było oprócz wielkich skrzyń.Otworzyła jedną z nich.Broń.Jednak to nie były zwykła broń..Na lufie miały wygraderowany znak tarczy.Ale co ona tu robi.To nie możliwe mruknęła pod nosem.Jeśli ktoś znajdzie tę broń wszyscy będą udupieni i zaczną szukać kreta......Ostatnia jej myśl wręcz ją sparaliżowała ale skąd mają broń.Wiele pytań bez odpowiedzi.Odzyskała trzeźwość umysłu.Co by kazał zrobić Fury? No tak.Na zewnątrz czaiły się tłumy szpiegów więc rozwiązanie było jedno. Wzięła jeden z karabinów ze skrzyni i odbezpieczyła , naładowała nabojami ze skrzyni obok i poszła w stronę dobiegających dźwięków. Rozmawiali po rosyjsku.Rozumiała pojedyncze słowa.Wśród nich było słowo Hydra.Czuła że nawet jak na wampira robiło jej się słabo jednak wszystko zaczynało układać się w całość.Teraz albo nigdy.Zeskoczyła zza balustrady i otworzyła ogień.Padali jak mrówki. Naszczęście tłumiki  tarczy były najlepsze więc ci ci na zewnątrz nie usłyszeli nic. Ponownie wskoczyła na górne piętro i otworzyła drugą ze skrzyń z bardzo dobrze znanym Lunie obrazkiem.Materiały wybuchowe.Położyła skrzynie na środku po czym zapaliła zapalniczkę.Wrzuciła ją prosto do skrzyni.Wyszła tym samym wejściem co weszła.Bedąc na dachu przeskoczyła na drugi budynek.Nastąpiła eksplozja.Patrzyła chwile na palące się dowody, zacisnęła dłonie na skrawku kurtki. Glowę uniosła do góry tak , że nadal padający deszcz muskał jej twarz.






Rozdział 3 do waszej oceny. Zakończyłam go trochę nie na miejscu.Wiem.Błędy , błędy. ale strasznie odzwyczaiłam się od pisania w końcu wakacje.
Szczerze dziękuje tym 2 obserwatorom.



wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział drugi zwany czymś szkoującym

Czarne Lamborghini gnało z zastraszająca prędkościom przez miasto , nie zatrzymując się nawet na światłach powodując przy tym stłuczkę dwóch samochodów.Luna na chwilę spoglądneła za siebie jednak nie wywarło to niej dużego wrażenia.Przeklinając jedynie kogoś kto te światła tam ustawił wcisnęła gaz do dechy i z piskiem opon skręciła w prawą stronę ulicy po czym zwolniła do normalnej prędkości jednak i z tym jej samochód rzucał się w oczy.Zaparkowała koło ogromnego centrum handlowego , gdzieś gdzie problemy z wyjechaniem miałby sam Fernando Alonso.Kierując się w stronę wejścia założyła na siebie czarną bluzę z kapturem który założyła na głowę.Weszła na przepełnione ludźmi pierwsze piętro galerii.Szybkim krokiem skierowała się do średniej wielkości fontanny stojącej na środku.Usiadła na jej skraju.Fontanna była jedynym miejscem gdzie mogłoby się wydawać dziwne nie było kamer ochronny co sprawdzała wielokrotnie.Delikatnie zanurzyła prawą ręke do wody.Woda była ciepła i na chwile dała jej ukojenie jednak było to chwilowe gdyż usłyszała tak znany sobie głos.Mężczyzna powitał ją jednym z powitalnych zwrotów i usiadł tak samo jak ona na krawędzi fontanny.Był to przystojny pełen wdzięku oraz kultury mężczyzna.Niejedna kobieta która mijała fontanne spoglądała na niego zwrokiem pełnym pożądania i nadzieją odwzajemnienia spojrzenia jednak ich nadzieje spełzały z niczym gdyż on uporczywie patrzył zawsze na twarz jednej kobiecie.
Uważny obserwator zauważyłby jedną z cech która ich łączy a mianowicie odcień skóry.Po jego krótkim powitaniu nastała cisza.
-Witaj-Odpowiedziała.
-Gratulacje udanego zadania.-Powiedział głosem triumfu niczym Fury.
Cisza.
-Dziękuje.-Odparła pół pewnym głosem.
-Jesteś nieswoja.
-Tylko zmęczona.
-Ty nie odczuwasz zmęczenia.
Cisza.
-Dobra , nie będę udawać , ta sytuacja mi ciąży.
-Jakoś nigdy tego nie robiła.
-Teraz sie coś zmieniło.
-Mogę wiedzieć co?
-Nie możesz.
Mężczyzna zrobił pokerową twarz.
-Chcesz mi coś powiedzieć?-Zapytał.
-Tak.-Tym razem odparła pewnym głosem.-Mam gdzieś co teraz zrobicie,komu o mnie powiedziecie,kogo wyślecie żeby mnie zabić ale ja odchodzę.
Ostatnie zdanie powiedziała podniesionym tonem jednak tak żeby tylko do ich uszu dotarło.
Mężczyną był wyraźnie zaskoczony.
-Tyle dla ciebie zrobiliśmy , wyciągneliśmy prawie z trumny, pokazali jak ze sobą postępować , uczyniliśmy cię jedną z najlepszych zabójczyń a ty tak poprostu mówisz że odchodzisz?
-Mówiliście również , że każdy człowiek ma wybór.
-Wybór o którym mówisz już dawno podjęłaś innego nigdy nie miałaś.
Obdarzyła go krzywym spojrzeniem.
-Wszyscy się czasem mylą , to dotyczy wszystkiego.-Zlustrowała go od góry do dołu po czym dodała ja myślała ostatnie zdanie.
-Powiedz Mu że jeśli ma mi jeszcze coś do powiedzenia wie jak się skontaktować.
-Czyli od teraz jesteś w pełni agentką tarczy?
-Zawsze nią byłam a ty w życiu nie byłeś nikim jedynie jego marnym sługą.-Wyszeptała mu to zdanie na ucho po czym zaczęła rozkoszować się jego pełnym wściekłości spojrzeniem które przepełnione było czarą goryczy.
-Popatrz na siebie ci w tarczy są inni a ty jesteś zupełnie inna przez te wszystkie lata pracowania dla nas  myślisz , że pozostałaś tą samą dziewczyna?siostrą?zabójcą?, stałaś się tą złą Luna , teraz może tego nie dostrzegasz ale jak odejdziesz coraz więcej rzeczy zacznie ci ciążyć , coraz więcej rzeczy zacznie się zmieniać a w końcu prawda w tajemnicy wyjdzie na jaw.-Skończył swój monolog po czym rozejrzał się wkoło.Czas jakby zamarł a ona stała jak słup i przetwarzała jego słowa.Po krótkiej minucie i ona rozejrzała się dookoła jednak ich  cichy dialog raczej nie zainteresował innych ludzi.
-Wiesz , mam wystarczająco dużo czasu a nawet jeszcze więcej aby zobaczyć czy twoje słowa rzeczywiście się spełnią a ty masz go jakby to powiedzieć....mniej.-Odrzekła po czym nawet na niego nie patrząc żwawym krokiem odeszła w stronę wyjścia.Rozejrzała się wokoło po czym swoim tempem pobiegła w stronę swojego samochodu.Była przy nim po sekundzie , wsiadła do niego ale przedtem upewniła się , że nikt nie widział jej wybryku.Głośno westchnęła , właśnie zakończyła w swoim życie pewien etap.Wiedziała że skutki tego etapu będą się za nią ciągnąć przez wieki i wszystko co powiedział jej poprzedni rozmówca było prawdą ale nie mogła już tak dalej.Uczucie jakim obdarzała jednego niezwykłego mężczyznę przewyższało nawet strach przed nieuniknioną zemstą,Odpaliła samochód po czym zgodnie z kodeksem drogowym odjechała w stronę zachodzącego słońca.






Rozdział miał być w niedziele ale wypadło że wtorek bardziej przypadł mu do gustu
       
                                               :D

niedziela, 19 lipca 2015

Hejka

Wyjeżdżam na dwa tygodnie na jakieś kolonie do miejsca gdzie prawie nic nie ma , więc jak się już domyśliłeś nie będzie mnie ale rozdział 2 pojawi się natychmiast po moim przyjeździe.



                          TRZYMAJ SIĘ.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział pierwszy zwany wstępem.

Luna przemierzała agencje środkiem korytarza gdy nagle zorientowała się , że u jej boku zacząła kroczyć pewna osoba.Posłał kpiący wzrok na prawo po czym odezwała się pierwsza.
-Nie knujesz z Hulkiem jakiś naukowych planów ochrony ziemi?
-O tej porze mam nawyk rozmawiania z moją siostrą o jej wczorajszej nocy poza domem.-odpowiedział sarkastycznym tonem.
-Od kiedy pamiętam a u mnie pamięć od jakiś kilkunastu lat jest zajebiście dobra to jestem dorosła a poza tym śpieszę się do Furiego muszę zdać raport z ostatniego zadania ale spokojnie , dzisiaj zaszczycę cię moją obecnościom w tym sporym budynku co stoi na środku miasta i zawsze nie ma gdzie zaparkować no to Narka.Streszczając wszystko w jednym zdaniu przyśpieszyła kroku omijając przy tym wielu ludzi w białych kitlach a swoim wyostrzonym słuchem dosłyszała tylko ,,martwię się'' u ust swojego brata.Przewaliła oczami , przecież nie powie mu że spędziła namiętną noc z równie namiętnym chodz nie wyglądającym mężczyzną a w dodatku zbytnio nie pałającym do niego sympatią.
Rozmyślając tak doszła do głównej kwatery tarczy gdzie zaraz po wejściu rzucił sie jej w oczy Fiury obładowany przeróżnymi komputerami lampiący się jednym okiem gdzieś  w któryś z komputerów , ten widok zawsze przyprawiał ją o śmiech oczywiście taki jednosekundowy w końcu był szefem.Rzucają ciche ,,siemka'' Hill , staneła za Furym po czym chrząkneła.W mgnieniu oka Fury stał przodem do niej co już ją trochę przeraziło.Na szczęscie albo i jego przeciwieństwo odezwał się pierwszy.
-Agentka Stark , cóż za niespodzianka nie wiedziałem że już wróciłaś.-Powiedział to pełnym charyzmy głosem.
- A tak wczoraj w nocy, nasi przyjaciele z agencji bezpieczeństwa byli na tyle uprzejmi że pozwoli mi się z nimi zabrać.-Powiedziała bez żadnego zająknięcia.-Oczywiście nie wracam z pustymi rękami.
Mówiąc to wyjeła z kieszeni spodni czerwonego pendriva i oddała go w ręce Furego.Na jego ustach zagościł połowiczny usmiech triumfu.
-Dobra robota , obyło się problemów?
-Jeśli problemem jest to , że zniszczyłam cztery samochody tarczy to TAK.
Ostatnie słowo wypowiedziała z obawom jednak po mini Furego nie mogła wywnioskować co odpowie.
-Te samochody są kuloodporne,minoodporne , robione ręcznie a użyto do nich najlepszych tworzyw jaki zna dzisiejszy świat.-Powiedział to z osupieniem w oczach.
-No cóż , zdarzyło się .....ale mamy pendriva- odruchowo go pocieszyła.
-Czekaj na następne rozkazy , odmaszerować.-bąknął kręcąc głową.
-Tak jest.-Na odchodne jeszcze zasalutowała po czym skierowała się w stronę wyjścia.

Gdy wracała  tą samą drogą  zorientowała się , że znów ktoś przy jej boku maszeruje.
Spojrzała w lewą stronę i tym razem to burza rudych loków rzuciła jej się w oczy.
-Siemasz wdowa , co tam?
-Dobrze , podobno znowu narobiłaś burdelu z samochodami?-Powiedziała kpiącym tonem.
-Cichooo.Już się wyspowiadałam u Furego.
-Poprzednio też tak mówiłaś.-Powiedziała jeszcze bardziej kpiącym tonem.
-A idz....
-A idę.
 Skręciła korytarzem w prawo na co Luna cicho zachichotała gdyż tam znajdowało się laboratorium Bannera.


Lunie w końcu udało się dojść do piwnicy czym potocznie nazywano podziemny parking tarczy gdzie większość osób trzymało swoje samochody.Podeszła do swojego lamborghini gallardo który był prezentem od Tonego na ubiegłe urodziny gdy znów ktoś znalazł sobie miejsce obok jej osoby lecz tym razem aż sama się ucieszyło gdy go zobaczyła.
-Nauczysz mnie kiedyś tym jędździć?-Zmysłowy głos Capitana rozniósł się po całej piwnicy.
-Motor ci nie wystarcza?
-Na motorze nie można robić wielu rzeczy-odpowiedział.
-Od kiedy jesteś taki seksistowski?
-Od kiedy cie poznałem.
Oboje bystrymi oczami rozejrzeli się po piwnicy jednak Luna swoimi nadprzyrodzonymi oczami dostrzegła zbliżającą się postać przez co niestety nie mogli dalej poddawać się chwili.
Z jego oczu wyczytała pytania sunące się mu na język jednak to ona była szybsza.
-Nie mogę dzisiaj , umówiłam się z bratem.
-Super...
Wsiadając do samochodu posłała mu jeszcze zagadkowe spojrzenie po czym z piskiem opon odjechała w strone automatycznie otwierających sie drzwi.






czwartek, 16 lipca 2015

Prolog zwany początkiem

Luna Stark ze znanym tylko sobie uczuciem próbowała zagłuszyć dziwny uśmiech ciągle próbujący zagościć  na jej twarzy , jednak ten usilnie  zagościł na jej twarzy gdy tylko zobaczyła wyłaniającą się z ciemna nocy postać mężczyzny.Próbowała zrobić z niego coś na wygląd zawadiackiego uśmiechu ale ten zrobił się jeszcze bardziej głupkowaty.Mężczyzna widząc jej wyraz twarzy zmrużył oczy i uśmiechnął sie prawie tak samo jak ona po czym odparł ciche ,,cześć''.
-Długo zajeło ci dzisiaj ratowanie świata.
-Twój brat chciał mnie nauczyć obsługi telefonu , nie dałem się.
-Jakby cię nauczył moglibyśmy czasami poesemesować , no wiesz ..
-Czasami wole z tobą porobić   inne rzeczy niż esemesować , no wiesz..
Mówiąc to zaczął bezszelestnie składać na jej szyi zimne pocałunki które dawały jej niewyobrażalne ciepło.Po jej ciele przeszły zimne dreszcze którym te pocałunki dawały przyjemne słoneczne ciepło.Jej głowa również zaczeła wędrować po jego ciele tym razem to jej wyostrzone zmysły oraz umiejętne znanie całego jego ciała pozwalały jej dać mu mrowienie w brzuchu którego nie zaznał od wielu lat.Jednak chwila ta nie trwała długo gdy tylko jej nos znalazł się na jego szyi i poczuła woń.Piękną która działa na nią tak samo jak jego pocałunki , gwałtownie odepchneła go od siebie i stanęła do kierunku w którym aktualnie wiał wiatr ledwie wyczuwalny dla zwykłego człowieka..To był właśnie cały problem a nazywał sie tak jak ona.Luna była czymś , czymś nie znanym nawet samej sobie ale z czym nauczyła sie żyć.Była czymś na postać wampira , woń krwi działa na nią wręcz odużająco , miała wyostrzone zmysły , potrafiła bezszelestnie sie poruszaće , nie starzała się jednak mimo wszystko nie była wampirem. Piaskowa karnacja dodawała jej urody a miękkie delikatne ciało powabne na opalenizne więcej kobiecości .Steve  Rogers  cicho podszedł do niej złapał ją za kościste ramiona.
-Ja też do końca nie jestem normalny.
Na twarzach obojga zagościł ten sam głupkowaty uśmiech co na początku  , oboje popatrzyli na siebie wzrokami superbohaterów i znikneli gdzieś w ciemnościach nocy.














..............................................................................................................................
Powyżej znajduje się prolog.W sumie dosyć poważny jak na to opowiadanie ale mimo wszystko jestem z niego szczerze zadowolona mimo iż zdaje sobie sprawę iż nie jest to dzieło na miarę hym..no nie wiem całej serii gwiezdnych wojen?
Ale mam szeroką nadzieje że mimo wszystko skomentujesz chociaż w swoich myślach i powrócisz gdy kiedyś ukaże sie tu coś zwane pierwszym rozdziałem :)












Siemanko

                                                     WITAJ!


Trafiłeś na mojego pierwszego bloga o tematyce opowiadania. Bedzie to opowiadania o Avengersach dla inncyh pierdoły dla drugich najlepszy film na świecie dla mnie to drugie ;)
Ale oczywiście zapraszamy obie strony do czytania.
Wygląd bloga ulegnie zmianie bo nawet obciach troche taki wygląd mieć do takiego opowiadania :D
Niezadługo pojawi się zakładka ,,Bohaterowie'' z której co nieco się dowiecie ;)

Zapraszam do przeczytania prologu :-)